środa, 2 grudnia 2015

Matura przy takich ocenach? Zapomnij.

Są osoby, które dla zachowania dobrej opinii są w stanie celowo utrudnić życie innym. Co więcej, finalnie nie mają z tego żadnej satysfakcji, a tym bardziej korzyści. Co więcej x2- zniechęcają do siebie ludzi.
Jestem w klasie maturalnej, a więc w maju czeka mnie tak zwany "egzamin dojrzałości". Chcę się przygotować do niego jak najlepiej, ale niestety u mnie w szkole nie każdy ma taką możliwość. Liceum, do którego chodzę, cieszy się rzekomą 100% zdawalnością matur. Nie mam pojęcia czy ktoś w to jeszcze wierzy, ja bynajmniej, znając absolwentów, nie. Dlatego, aby zachować i tak już fałszywą opinię, do matury są dopuszczone tylko ci, za których można być pewnym albo raczej pewnym, że tą maturę zdadzą. Co więcej, czasem nawet średnia powyżej 1.51 nie świadczy o zdaniu przedmiotu. Chore? Chore.
Ale żeby nie było, że tylko narzekam. Takie cyrki dzieją się głównie na matematyce. Nie dość, że przedmiot tłumaczony jest beznadziejnie, to nauczycielka uparcie dąży do zachowania w/w opinii szkoły, co oczywiście działa na jej niekorzyść. Przy okazji na naszą, a bynajmniej na niektórych. O co mi chodzi?
Moja najlepsza przyjaciółka oficjalnie dziś zrezygnowała z matury. Bo to ponoć dla niej najlepsze rozwiązanie. Bo i tak nie zda matematyki, to po co pisać w ogóle. Bo i tak jej nikt do niej nie dopuści, już się o to postarają. A przepraszam bardzo, co im do tego? Nikt mi nie wmówi, że rezygnacja wyjdzie jej na korzyść. W sumie wyjdzie, jak zda klasę. Ale zda dlatego, że nie podeszła do matury, nie dlatego, że zrobiła postępy w nauce. Nauczyciele mogą się usprawiedliwiać, że działają dla naszego dobra, bullshit. Gdzie tu dobro w tym, że pomimo 1.70 z maty niektórzy mogą nie pisać matury?! I to oczywiście nie tylko z maty, ale też z polskiego, angielskiego i czego tam sobie jeszcze wybrali. Nie po to marnujemy tyle czasu na naukę, żeby wyjść z liceum z niczym. Nawet z maturą jesteśmy niczym, ale chociaż mamy jakieś możliwości. Zresztą, każdy wie jak to działa, nie muszę tego tłumaczyć.
Naprawdę jestem wyrozumiałą osobą, ale takiego toku rozumowania, jaki jest w mojej szkole, nie zrozumiem chyba nigdy. Tak jak mało rzeczy mnie irytuje, tak widząc moją przyjaciółkę zachłystującą się własnymi łzami, praktycznie zmuszoną do rezygnacji z matury, mam ochotę zmienić liceum. Ale na takie decyzje już trochę za późno, poza tym to nie mnie dzieje się krzywda. Aczkolwiek patrząc na takie akcje, ciężko przejść obojętnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz