Odkąd pamiętam bałam się przyszłości. Z taką różnicą, że kiedyś ta prawdziwa samodzielność była taka odległa... wciąż zastanawiam się kiedy minęło te 18 lat. Naprawdę, intelektualnie wciąż jestem zagubioną 14latką, która lubi zobaczyć film Disney'a i drzeć mordę jak nikogo nie ma w domu.
W dobie Internetu i Youtube mamy styczność z ludźmi z pasją, którzy coś osiągnęli i realizują swoje marzenia, co jest jednocześnie ich sposobem na życie, na zarabianie. Wciąż tłuką swoim widzom do głów, żeby dążyli do osiągnięcia swoich celów, żeby nie poddawali się pomimo negatywnych komentarzy, żeby robili to co kochali, bo tylko wtedy życie ma sens. Że jesteśmy ograniczani przez nas samych i jak ruszymy pupę, to znajdziemy się tam gdzie chcemy. Ciężko się z tym wszystkim nie zgodzić, jest to prawdą, jest to sprawdzone przez tych wszystkich, którzy w ten sposób próbują zmotywować widzów/czytelników do zrobienia czegoś ze swoim życiem. Wszystko super, ale co, jeśli nie mam pasji? Nie mam celu życiowego, do którego spełnienia chcę dążyć?
Usłyszałam jeszcze kiedyś takie mądre zdanie: "Wiesz, że to twoja pasja, jeśli nie potrafisz bez niej oddychać.". Hm, zastanówmy się, co ja lubię właściwie robić. Czytam książki, oglądam seriale, ćwiczę, zimą jeżdżę na nartach i piszę pamiętniki lub co jakiś czas zakładam bloga. Przez 5 lat chodziłam też na chór, ale nie jest to równoznaczne z tym, że umiem śpiewać.Nie ma co wiązać z niczym z w/w hobby przyszłości.
Bo żeby spełniać marzenia trzeba być w czymś dobrym, a nie robić to na siłę, co gorsza, robić to tylko po to, by mieć z tego pieniądze. A ja mam wrażenie, że w niczym nie jestem dobra. Kariery na oglądaniu seriali nie zrobię. Przyznaję się- nie mam pomysłu na siebie. Wciąż mam nadzieję, że kiedyś odkryję taką pasję, która pozwoli mi się zrealizować i że dzięki niej dostanę pracę, którą pokocham.
Naprawdę zazdroszczę osobom, którym rodzice zapewniają przyszłość poprzez np. posiadanie firmy. Nie ma co mówić (nie w moim przypadku), że to pójście na łatwiznę, że nigdy nie dowiedzą się, co to znaczy pracować na sukces i że bez rodziców byliby nikim. Nikt tego tak na dobrą sprawę nie wie, kim by byli, a jakby nie patrzeć- firmą też trzeba umieć się zajmować. Ale i tak pieprzcie się. Też tak chcę.
Wciąż mam nadzieję, że przyjdzie taki czas, w którym będę szczęśliwa z tego, co robię i nie będę czuła się taka zagubiona. Że to wszystko tylko teraz tak tragicznie wygląda, a ostatecznie jakoś się to życie poukłada. Staram się myśleć o przyszłości jak najrzadziej, ale nie zawsze mi to wychodzi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz